TENERYFA INACZEJ, czyli żyć i mieszkać w Las Maretas zamiast pracy w korporacji – pisze Bolek Tarnacki


TENERYFA INACZEJ, CZYLI MIESZKAM W LAS MARETAS…

 A może inaczej tym razem? Może tym razem, gdy odwiedzisz tę wyspę zechcesz pomieszkać razem  z „lokalesami”, którzy wydawać by się mogło są tutaj od zawsze?

Życie tutaj odbywa się według planu, który kultywowany jest co dnia, co wieczór, co noc. Możesz to nazwać rutyną, ale pierwszy raz widzę, aby rutyna dawała ludziom tyle radości. Już po paru tygodniach możesz zauważyć, że dokładnie o tej samej godzinie co dzień, ci sami ludzie zamawiają te same zimne piwo, tę samą kawę zagryzając tymi samymi tapasami…

Często wracając po całym dniu pełnym przygód, gdy wjeżdżam do „mojego” miasteczka, dokładnie wiem gdzie kto będzie z dokładnością do 5 metrów. Wiem, że zjeżdżając z naszej lokalnej drogi po lewej będę widział tych samych pracowników na polu przy sałacie i ziemniakach, którzy zadowoleni po skończonej, bardzo ciężkiej pracy, pozdrawiają mnie z oddali, widząc mój charakterystyczny samochód.



Tuż za nimi na otwartym wybiegu będą ścigać się ze sobą dwa konie z lokalnej stadniny, wyglądające jak para zakochanych, którzy nie mogą żyć bez siebie. Tuż za rondem, które jest tylko narysowane na ulicy, będę widział jak starsze mieszkanki Las Maretas będą szły „gęsiego” z matami pod pachą na zajęcia gimnastyki do lokalnego domu kultury. Następnie przejeżdżając przez główną ulicę w wiosce mijam trzy bary, w których już od popołudnia jest ich stała klientela i dyskutują o pogodzie, piłce nożnej i o innych istotnych, życiowych kwestiach. Ostatnia prosta do domu to pozdrowienie dla „starszyzny plemiennej” która zaciekle gra w karty i szachy na niedawno wybudowanych ławeczkach przy naszej małej plaży.

Małej, ale najpiękniejszej na wyspie.

Jeśli w szczycie sezonu chcesz uciec od tłumu turystycznego i akwizytorów z zegarkami, kocami i szmatkami, to zapraszam Cię właśnie w takie miejsca ja to, w którym ja żyję. Takich miejsce na wschodnim wybrzeżu Teneryfy jest sporo. Pochowane od komercji i tłumów turystycznych, bez menu w barach w pięciu językach, bez naganiaczy na ulicy. Po prostu miejsce takie, jakie jest na co dzień. Ani lepsze, ani gorsze jedynie prawdziwe i zgodne z tętnem życia bardzo otwartych ludzi, którzy może nie zrozumieją za dużo po angielsku, ale przy odrobinie wysiłku z Twojej strony dogadasz się i załatwisz z nimi wszystko.



Gdy już się zrelaksujesz całkowicie, wypijesz swoje barraquito i zatęsknisz za gwarem lub większą cywilizacją możesz łatwo dojechać samochodem do największych skupisk turystycznych na wyspie, czyli miejscowości: Los Cristianos, Playa de Las Americas, Costa Adeje. Z naszej wioski to tylko 24 minuty samochodem, za to krajobraz zmienia się całkowicie. Zachodnie wybrzeże to największa ilość hoteli, restauracji, sklepów, oraz plaż przygotowanych dla turystów z całego świata.



Ruszając zaś na północ z naszej wioski w bardzo łatwy sposób dojedziesz w 35 minut do stolicy Teneryfy czyli Santa Cruz. Jadąc w kierunku północnym dostrzeżesz na pewno, że wyspa staje się bardziej zielona. Ta zieleń ma swoją cenę, którą są deszcze i średnio niższa temperatura w porównaniu do południa wyspy. Jednak północ wyspy ma swoich zagorzałych zwolenników i podzielam ich argumenty, gdyż faktycznie coś jest w tej pięknej zieleni, masywach górskich Anaga, malowniczych miejscowościach jak Garachico, La Orotava, Taganana czy Los Silos. Z całego serca polecam każdemu :).



Można więc zaryzykować stwierdzenie, że nasza wioska Las Maretas to idealne miejsce na rozbicie bazy początkowej do zwiedzania wyspy. Każdemu polecam wynajem samochodu, który kosztem raczej Was nie zaskoczy, a do tego cena paliwa to wciąż sporo poniżej 1 euro za litr. Jeśli będziecie potrzebować również mocniejszych wrażeń i innej perspektywy na wyspę,  to na co dzień bawimy się na wodzie robiąc wypady na kajaki, deski w miejsca których raczej próżno szukać w przewodnikach. Z kolei jeśli nie przepadacie na kontaktem z wodą, to co klika dni wyjeżdżamy na trasy offroadowe na quadach, gdzie w ciągu ponad  dwóch godzin będziecie mogli się wyszaleć na bezdrożach Teneryfy położonych wzdłuż oceanu. Teneryfa to duża wyspa i wiele możliwości do zabawy i odpoczynku. Każdy znajdzie miejsce dla siebie, każda część wyspy ma co innego do zaoferowania.

To już moje trzecie miejsce które nazywam swoim domem, zakochałem się w tym miejscu, więc jeśli będziesz chciał poznać tę miłość, to zapraszam Cię na kawę do naszej „leniwej” wioski gdzie życie płynie….po prostu płynie 🙂


AUTOR: BOLEK TARNACKI

Bolek Tarnacki – właściciel mobilnej wypożyczalni sprzętu wodnego na Teneryfie Canary Jet Boards, żeglarz, były zawodnik Sopockiego Klubu Żeglarskiego, instruktor windsurfingu. Przez 5 lat prowadzący szkołę windsurfingu w Sopocie. Absolwent Uniwersytetu Gdańskiego i Wyższej Szkoły Zarządzania w Gdańsku, w przeszłości pracujący dla firm Ergo Hestia oraz GE Money Bank (Bank BPH). Dumny tata pełnego energii 2-letniego surfera :-).